STUDIO
PORTRETOWE

Polecamy

 FOTOGRAFIA ŚLUBNA

www.marekkrupa.pl

 

 

BYLE – JAKOŚĆ

 

FELIETON SATYRYCZNO REFLEKSYJNY

 

 

Ponieważ jestem fotografem, a koszula najbliższa ciału, więc będzie przede wszystkim o branży fotograficznej. Ale nie tylko. Problem jest szerszy i myślę, że inni mali przedsiębiorcy, a szczególnie rzemieślnicy, znajdą coś dla siebie.

 

To , o czym chcę napisać zdarza się coraz częściej, ale opiszę ten pierwszy raz.

Wszedł do naszego studia młody człowiek, rozejrzał się i powiedział: „ Piękne robicie państwo portrety !” Jak miło, prawda? Dodajmy,  że są rzeczywiście piękne i duże...

Pan dodał, że chciałby taki portret zamówić. Potem było już gorzej. Nasz klient in spe wyjął z kieszeni telefon , położył na ladzie i dodał: „ O ! Tu mam takie zdjęcie mojego dziecka. Wspaniałe! Z tego chciałbym mieć portret 50x60 cm.”

Hmm! Dalsza część rozmowy nie była łatwa. Tlumaczenie, że zdjęcie można wysłać mms-em i to właściwie wszystko do czego ten plik się nadaje zupelnie pana nie przekonało. Wyszedł prawie obrażony , mrucząc coś o pstrykaniu i naciąganiu klienta ( proponowałam profesjonalne sfotografowanie dziecka w studiu i zrobienie potem dużego portretu).

Porozmawialiśmy potem między sobą, trochę żartując się z ignorancji pana, ale jest nam coraz mniej do śmiechu. I jestem pewna, że nie tylko nam, fotografom!

Ale ja sama nie jestem bez winy!

 

Przypomniałam sobie siebie w roli niedoszłej klientki pana kaletnika. Wtedy też wyszłam oburzona, gdy powiedział mi, że moja droga i efektowna torebka kupiona w dobrym sklepie to tandeta . I że nie da się jej naprawić, bo podczas próby szycia zupełnie się rozleci. Byłam wtedy przekonana, że to próba namówienia mnie do zakupu jego wyrobów, prezentowanych w sklepie. Bardzo pana kaletnika przepraszam...

Przypominam sobie też moje przemyślenia w czasach, gdy sklepy zapełniły się konfekcją.Wydawało mi się , że to wystarczy. Powąpiewałam w potrzebę istnienia zakładów krawieckich. No, może tylko na potrzeby osobników zupełnie „pozawymiarowych”. A i to nie wszystkich. Sama bowiem, jako jako osoba, jak mawiał pan Zagłoba, nikczemnej postury, ale proporcjonalna, znajduję w sklepach gotową odzież!

Potem dowiedziałam się, ze krawcy z londyńskiej Savile Row wciąż doskonale prosperują! I nie szyją garniturów wyłącznie dla klientów ważących powyżej 100 kilogramów!

Bardzo przepraszam wszystkich krawców, za to że pomyślałam , że są niepotrzebni!

Gdzie w takim razie „ pies jest pogrzebany”. Tania , choć wcale nie zawsze, odzież gotowa jest potrzebna. Wszyscy ją kupujemy i to się nie zmieni.

Będą też istniały, bo są potrzebne, zdjęcia gorszej jakości. A nawet te zupełnie byle jakie! Ponieważ są ludzie, których na te droższe nie stać, albo po prostu ich nie potrzebują.

Problem polega na czym innym. Na braku świadomości, że to droższe jest ( najczęściej ! ) lepsze i na tym , że za lepsze trzeba płacić więcej.

Ludzie za tzw. granicą, której praktycznie nie ma, już to wiedzą. Wiedzą, że czasami warto zapłacić więcej aby być zadowolonym.

Jest takie angielskie przysłowie: „ Jestem zbyt biedny, aby kupować tanie rzeczy.”!

 

 

Wrócę jeszcze na chwilę do mojej branży. Często rozmawiam z ludźmi, którzy mówią, że za kilkaset zdjęć skladających się na ślubny reportaż zapłacili tyle, co u nas za kilkanaście studyjnych. Nie są świadomi, że w takiej sytuacji muszą one być INNE. Nie napisałam, że gorsze, ale to przecież oczywiste. Nie jest możliwe, aby, tak jak u nas po sesji w studiu, operator spędził kilka godzin nad jednym ujęciem, poprawiając wszystkie usterki, w tym urodę modela!

Czy oznacza to, że my dobrzy, choć drożsi rzemieślnicy nie mamy szans wobec zalewającej nas tandety?

 

Oto, jak zwykle u mnie na koniec- odrobina nadziei!

Zdarza się coraz częściej że rozczarowani tym, co otrzymali za grosze, państwo młodzi przychodzą do naszego studia ,najpierw, aby ratować co się da. Próbują prosić o poprawienie zdjęć, które już mają.Wreszcie, gdy okazuje się to niemożliwe- aby zrobić sobie zdjęcie ślubne raz jeszcze.

Oni już wiedzą, że na pewnych rzeczach nie warto oszczędzać!

Jestem przekonana, że do pracowni krawiekiej też przychodzą panowie młodzi, którzy nie znaleźli w sklepach gotowego garnituru dla siebie!

 

 

 

 

Serdecznie pozdrawiam- Katarzyna Biel

 

Post scriptum. Jeszcze słowo o dwóch typach klientów kwestionujących ceny:

  1. Klienci, tzw. w świecie bywali, często z zasobnym portfelem, którzy usiłują przekonać nas, że takie produkty ( zdjęcia, garnitur...) wszędzie na świecie kosztują grosze. TO NIEPRAWDA! I obrażacie nas Państwo sądząc, że nie znamy cen w innych krajach!

  2. Klienci, którzy mowią, że nie zarabiamy dostatecznie, aby tyle zapłacić.

    NIESTETY nie zarabiamy . Ale nie wynika z tego., że za produkt ( zdjęcia, garnitur...) wykonany z tych samych surowców i równie doskonale, a niekiedy lepiej ( bez fałszywej skromności!) można zapłacić mniej.

    I tutaj mamy dwie możliwości.Albo „ zapożyczyć się” i zafundować sobie coś, co nam się podoba, albo- zrezygnować. Niestety!

     

    Doskonale to rozumiem! Nie mam wspaniałych butów na miarę z warszawskiej Chmielnej. Ale wiem, że są warte swojej ceny!